Parafia Miłosierdzia Bożego w Krakowie, Na Wzgórzach (Wzgórza Krzesławickie)

 

2012-04-06 Droga krzyżowa ulicami osiedli


Wielki Piątek 2012, godz. 15.00
Rozważania: ks. Jan Abrahamowicz


Wstęp:

Panie Jezu, Ty przychodząc na ziemię dla mnie stałeś się człowiekiem. Doświadczyłeś wszystkiego, czego doświadcza człowiek, z wyjątkiem grzechu. Grzechy ludzi wziąłeś na siebie, abym stał się wolny i mógł powrócić do domu Miłosiernego Ojca, gdzie dla każdego przygotowałeś miejsce. Wyruszam dziś, Twoimi śladami, na drogę przebudzenia i przemiany własnego serca.

 

Stacja I: Jezus przed sądem Piłata. Bóg w Piłacie.

Ja: Wiele razy doświadczyłem w życiu niesprawiedliwości. Ktoś mnie oskarżył, ktoś inny obrzucił błotem… Odebrano mi dobre imię. Buntuję się w sobie, wołam o sprawiedliwość!

Jezus: Ja, twój Bóg, poddaję cię próbie, aby się okazało jaki naprawdę jesteś. Pozwalam na niesprawiedliwy osąd, abyś trwając przy Mnie wierzył do końca, że znam całą prawdę o tobie i potrafię ci wynagrodzić każdą niesprawiedliwość, niebem.

 

Stacja II: Jezus bierze krzyż na ramiona. Bóg z krzyżem.

Ja: Wszystko wkoło woła: „Bądź człowiekiem sukcesu! Masz prawo do szczęścia!” Nie ma jednak prawdziwego sukcesu, gdy po drodze brak jest wyrzeczeń. To co naprawdę ma swoją wartość, musi kosztować.

Jezus: Mówi dziś do mnie: Pamiętaj, kto idzie za Mną, niech weźmie krzyż swój na  każdy dzień i niech Mnie naśladuje. Ja, twój Bóg, jestem obecny przy tobie, gdy bierzesz krzyż swój. I sprawiam, że krzyż ten nigdy nie jest dla ciebie zbyt ciężki. Nie ma zbawienia bez krzyża.

 

Stacja III: Pierwszy upadek Jezusa. Bóg w grzeszniku.

Ja: Uwielbiam ludzi silnych, zdrowych, sprawnych. Imponują mi. To ich twarze znajduję na ulicznych bilboardach. Życie jednak pisze inny scenariusz. Potknięcie, utrata równowagi, lęk w oczach, upadek. Bolesne zderzenie z ziemią. Przegrana…

Jezus: Pyta mnie: Pogardzasz ludźmi słabymi? Przecież sam jesteś słaby. Nic dobrego nie możesz sam zdziałać bez Mojej pomocy. Ja, twój Bóg, żyję w ludziach słabych i grzesznych. Gardząc nimi, Mną gardzisz, sobą gardzisz… Moc Moja objawia się w twojej słabości. Za każdym razem ponoszę cię ku niebu. I to jest piękne!

 

Stacja IV: Spotkanie z Matką. Bóg w rodzicach.

Ja: Rodzice są dobrzy, gdy dają dziecku duże kieszonkowe. Mam wtedy na swoje zachcianki i przyjemności. Nie lubię, kiedy zrzędzą i robią mi uwagi. Nawet, gdy jestem dorosły, też robią mi uwagi. Nie rozumieją życia. Czasy się zmieniły, a oni wciąż wierzą, że dziś da się żyć uczciwie, przestrzegając Bożych przykazań.

Jezus: Daruj, proszę, rodzicom, że tak bardzo pragną twojego dobra. To są najbardziej bezinteresowni ludzie na świecie, którzy kochają cię naprawdę za nic. I choćby sami nie byli doskonali, są oni Moim głosem wobec ciebie. To przez nich kształtuję twoje sumienie, które uczy cię rozróżniać między dobrem a złem, abyś umiał wybierać dobro. To oni zastępują Mnie przy tobie. Bo Ja też życzę ci tylko prawdziwego dobra.

 

Stacja V: Pomoc Szymona Cyrenejczyka. Bóg w Szymonie.

Ja: Sam dam sobie radę! Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Znam swoje możliwości i zalety! Odtrącam pomoc życzliwych, wolę uchodzić za supermana. Złudzenie… Nie da się iść samotnie przez świat.

Jezus: Jestem twoim Cyrenejczykiem. Przychodzę ci z pomocą zawsze, ilekroć poprosisz. Czasem pomagam mimo, że o to nie prosiłeś. Ale takie jest prawo miłości. Jestem także w tych, którzy wspierają cię na twojej drodze. Oni są przedłużeniem Moich rąk. Przyjmij Moją pomoc, ale nie poprzestań na tym! Ty także jesteś potrzebny innym. Wyjdź im naprzeciw.

 

Stacja VI: Pomoc Weroniki. Bóg w Weronice.

Ja: Z podziwem patrzę na ludzi ponadprzeciętnych. Siłacze, kuglarze, zwycięzcy. Cieszę się ze zwycięstwa „mojej” drużyny. Krytykuję słabych, gardzę przeciwnikiem…
Sam jestem słaby. Nie potrafię zwalczyć jednej własnej wady, a deklaruję tyle razy nawrócenie i odmianę życia.

Jezus: Popatrz na nią! Ona niczego nie kalkulowała. W odruchu serca podeszła do Mnie i otarła moją twarz. Nie zważała na kpiny żołnierzy. A ty? Czy potrafisz ująć się za moim Kościołem, gdy w mediach i rozmowach wylewa się nań pomyje oszczerstw i pomówień? Bądź odważny, jak Weronika. Przecież dostąpiłeś łaski sakramentu bierzmowania dla świadectwa i obrony wiary. Gdzie się podziała twoja odwaga i twoja wiara? Czyżby ta krucha kobieta, ocierająca moją twarz, miała jej więcej niż ty?

 

Stacja VII: Powtórny upadek Jezusa. Bóg w ludziach niechętnych i wrogich.

Ja: Nic tak nie boli, jak odrzucenie. Starałem się okazać komuś życzliwość, a tu mur obojętności z drugiej strony. Jak łatwo się wtedy zrazić i latami przechowywać w sercu urazę. Tylu ludzi, których spotkałem w życiu nie rozumiało moich dobrych intencji.

Jezus: Widziałeś mój upadek – przypomina Jezus. To nie było zwykłe potknięcie się, to był głaz, którego nie potrafiłem ominąć. I ty spotykasz przeszkody na swojej drodze. Dostrzegaj je w porę. Nie zatrzymuj się przed przeszkodą. Ona wzywa cię, byś sprężył swe siły i pokonał ją górą. Trudno jest to uczynić, gdy przeszkodą są ludzie wrodzy i niechętni. Ale nawet oni są bezbronni wobec miłości, która nie dzieli włosa na czworo, lecz ciągle zaczyna od nowa. Bo kochać, to znaczy powstawać.

 

Stacja VIII: Płaczące niewiasty. Bóg w ludziach wrażliwych.

Ja: Płacz, współczucie, asertywność – to piękne cechy ludzkiego reagowania na ból. To nie pastylka „ketonalu forte” o przedłużonym działaniu, ale wrażliwe serce. Czy to jeszcze potrafię? Bo nasza epoka wychowuje ludzi na roboty i twardzieli. Liczy się skuteczność, nie wrażliwość na drugiego człowieka…

Jezus: Ja, jestem Miłością, dlatego żyję w sercach ludzi wrażliwych. Dzięki temu mogą oni – jeśli sami zechcą – przekazać Moją obecność dalej. Bądź człowiekiem, który niczego nie udaje. Płacze z płaczącymi i cieszy się z cieszącymi.

 

Stacja IX: Trzeci upadek Jezusa. Bóg w pijaku i nałogowcu.

Ja: Ciągłe potykanie się może skutecznie zniechęcić najlepszego biegacza. W końcu mój upadek to tylko kwestia czasu. Musi nastąpić. Jeśli jest to raz kolejny, boli bardziej. Obolałe miejsce jest wrażliwsze na ból, gdy nadchodzi.

Jezus: Gdy Ja, twój Bóg, stałem się człowiekiem, zjednoczyłem się z każdym kto żyje i będzie żył na Ziemi. Wiedziałem, że będą wśród ludzi grzesznicy, pijacy, nałogowcy. Ale to dla nich przyszedłem na ten świat. Ich niemoc jest porażająca. Niby wielcy, a tacy mali… Uwikłani w grzech, który pęta dobro w człowieku, niczym pajęczyna. Pomóż im walczyć z nałogiem. Sam nie trać nadziei.

 

Stacja X: Jezus odarty z szat. Bóg w człowieku lekkich obyczajów.

Ja: To nie było ostre porno, to tylko zwykły portal internetowy. Niewinna wiadomość, która najpierw rozbudza ciekawość, potem gorszy, w końcu instrumentalizuje ludzkie ciało. Jezus odarty z szat, zawstydzony…

Jezus: Jeśli myślisz, że na świecie żyją wyłącznie kobiety lekkich obyczajów, obrażasz własną siostrę i matkę. Jeśli twierdzisz, że mężczyźni są zawsze uczciwi i w porządku, błądzisz. To od ciebie zależy, jak inni będą na ciebie patrzeć. Co im pokażesz, a co zasłonisz woalem tajemnicy, do której masz prawo. Ja jestem Tajemnicą, także w tobie. Pamiętaj nie wszystko i nie dla każdego. Twoje poczucie wstydu jest naturalną obroną przed gwałtem zadawanym duszy.

 

Stacja XI: Jezus przybity do krzyża. Bóg w ludziach cierpiących.

Ja: Wolność, wolność, wolność! To największa wartość – głoszę z przekonaniem innym. Wszystko trzeba podporządkować wolności. I tu zaskoczenie: grzech jest niewolą, nie wolnością. A wolność ludzka nie jest absolutna.

Jezus: Czy wciąż tego nie rozumiesz? Uczyniłem cię wolnym, gdy pokonałem grzech i szatana, gdy Moje ręce przybito do krzyża. Ja nadal żyję w ludziach o przebitych dłoniach i stopach. To chorzy i cierpiący, na duszy i na ciele.

 

Stacja XII: Śmierć Jezusa na krzyżu. Bóg w miłujących do końca.

Ja: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale żył wiecznie.”

Jezus: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.
Żyję w miłujących do końca, do ostatniej kropli krwi, do ostatniego oddechu…

 

Stacja XIII: Zdjęcie z krzyża. Bóg w ludziach pokornych i usłużnych.

Ja: Proste czynności, niech spełniają inni. Wolę być szefem firmy, niż sprzątaczką. Patrzenie z góry na innych wcale mnie nie wywyższa, przeciwnie, jest źródłem niepotrzebnych kłopotów.

Jezus: Tylko Ja, twój Bóg, znam całą prawdę o człowieku. Znam motywy ludzkich zachowań, które dla innych na zawsze pozostaną tajemnicą. Jednoczę się z ludźmi pokroju Maryi, „pokornej Służebnicy Pańskiej”, która w ciszy serca „rozważała wszystkie Me słowa”.

 

Stacja XIV: Jezus złożony do grobu. Bóg w umierających i żyjących na wieki.

Ja: Uroczystość Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny… Zapach wosku i parafiny, kwiaty i wieńce, miliony światełek na grobach. Odeszli i nie wrócą. Odeszli na zawsze.

Jezus: Dobrze powiedziałeś, że odeszli. Ale nie umarli, żyją! Wzywali Mnie, gdy anioł śmierci stanął u wezgłowia, więc przyszedłem i wprowadziłem ich do królestwa życia, światłości i pokoju. Niektórzy jeszcze muszą poczekać, ale obiecali czekać cierpliwie, bo miejscówkę mają w dłoni, a jest na niej odbita Moja podobizna.